stale współpracują: Stefan KOSIEWSKI Katolicki Tygodnik Społeczny ŁAD archiwum atykulów jest dopiero w trakcie organizowania, ulegnie przebudowie po informacje o dokonanych zmianach można się zapisać: sowa-frankfurt freenet.de
niedziela, 10 czerwca 2007
Foto: Tadeusz Kluba, do 13.12.1981 tygodnik Solidarność Jastrzębie; od 1982 Sud Ouest, Francja
Stefan Kosiewski we Frankfurcie nad Menem, emigrant polityczny, m.in.  współpracownik  Katolickiego Tygodnika Społecznego ŁAD w Warszawie, Tygodnika Solidarność, Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa
czwartek, 26 kwietnia 2007
Lech Kaczyński: wprowadzili mnie w to środowisko brat i Bogdan Borusewicz, ...byłem wówczas KOR-owcem
sobota, 15 lipca 2006
Stefan Kosiewski: Wakacyjnie. Warszawa Katolicki Tygodnik Społeczny ŁAD nr 34(412) 23 sierpnia 1992
10:56, reakcja , 1992
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 lipca 2006
Stefan Kosiewski: Nieszczęście i nadzieja. Warszawa Katolicki Tygodnik Społeczny ŁAD nr 25(229) 24 czerwca 1990

00:05, opozycja
Link
http://nin1.blox.pl/html

Kilka miesięcy po francuskiej wersji autobiografii Wałęsy, która na Zachodzie zrobiła prawdziwą furorę, w kwietniu 1987 roku ukazało się niemieckie wydanie wspomnień elektryka z gdańskiej stoczni, laureata Pokojowej Nagrody Nobla za 1983 rok.

Europa zaczytywała się historią człowieka, którego nadal uważa za jednego z nielicznych w naszych czasach, prawdziwego bohatera. Głównie ze względu na to, że osoba Wałęsy kojarzy jej się z wolnym od wszelkich uzależnień ideologicznych, a więc i od ideologicznych obrazów przeciwnika, wolnym od nienawiści, konsekwentnym występowaniem tylko i wyłącznie na rzecz konkretnej poprawy warunków pracy i życia współobywateli.

Jesienią 1987 roku podczas Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie poproszono mnie o przetłumaczenie kilku pytań skierowanych do wiedeńskiego wydawcy wspomnień Wałęsy. Pytający przedstawił się jako redaktor ukazującego się naówczas nielegalnie czasopisma "Bez Dekretu".  Nie sposób było odmówić, tak jak i nie szło się później wykręcić od wypowiedzi na zadany temat; wśród stękań i pojękiwań zamknąłem to wtedy w następujący sposób:

- Powiedziałbym tak: wydanie tej książki - w moim przekonaniu - jest sygnałem skierowanym do pewnych grup, czy sfer opinii publicznej Zachodu, który ma przypominać, że istnieje ktoś taki, czy coś takiego na Wschodzie, co może zaważyć na historii Europy. Książka mówi wyraźnie, że Wałęsa nie jest dziełem przypadku, lecz wynikiem pewnych politycznych konsekwencji. Również z tego powodu jest osobą polityczną. I teraz książka ta będzie mówiła kilkoma językami, że istnieje w Polsce człowiek, z którym winno się liczyć. Ta publikacja jest potwierdzeniem, że w oczach Zachodu Wałęsa jest nadal reprezentantem polskiego społeczeństwa.

Tym samym jest to również sygnał dla Wschodu, rodzaj przynaglenia, aby tę kwestię jak najszybciej rozwiązać. Lecz nie w taki sposób, jak Gorbaczow potraktował Sacharowa: nie chodzi o godności dla poszczególnych osób, zaproszenia na konferencje. Ta książka mówi, że trzeba uznać pozycję polskiego społeczeństwa.

Po co teraz to wspominanie wspomnień, przytaczanie samego siebie?

A dlatego, że Zachód nie wie, w odróżnieniu od rodaków Wałęsy, co to jest: słomiany zapał, przelotna miłość w polityce. Swiat nie zmienia tak łatwo swoich sympatii i uprzedzeń.

Lech Wałęsa nadal jest - w oczach Niemców - dla Polaków kimś, kogo obdarza się mianem Hoffnungsträger . Można to przetłumaczyć na polski dosłownie jako nosiciel nadziei, bądź też bardziej literacko: mąż opatrznościowy. Będą jednak i tacy w Polsce, którzy machną ręką, burknę: "nadziejarz".

Nadziei nie potrzeba tam, gdzie życie postrzegane jest jako realizacja planów i za cnotę uważa się akceptację nieszczęścia.

Taką mieszankę radosnego optymizmu ze stoicyzmem przepisywał Henryk Elzenberg czytelnikowi w swoim dzienniku filozoficznym pod datą 6 II 1944.   Nowa polska lewica więcej cytuje, niż czyta Elzenberga, należy więc przypuszczać, że miałaby niejaki kłopot z egzegezą zapisanego tam zdania: Jeżeli nadzieja zawiedzie, przerzuca się ją w przyszłość dalszą i dalszą: w końcu czasów będzie Sąd jak się patrzy, a wtedy te łajdaki zobaczą! Od jednego tylko każdy się odżegnuje: od przebudowania własnych swych podstaw, by nieszczęście go nie mogło się imać.

No więc jak? Czy nie niesie w sobie pierwiastka nieszczęścia głoszenie tego rodzaju prometejskich tez? Nieszczęścia, które jest także źródłem tej tak niechcianej nadziei. I czy nie trzeba jej choć odrobinę mieć, zapisując powyższe słowa dla nieszczęśliwej potomności?

...

Na Kremlu Andriej Sacharow nie wywołuje już konsternacji delegatów wnoszeniem pod obrady moralnych aspektów.  życie idzie dalej, bez niego. Sowiecka Ojczyzna zbudowana jest dialektycznie: z nieszczęścia i nadziei; syntezą jest coraz bardziej bolesna świadomość upływu czasu.

Stefan Kosiewski

Frankfurt nad Menem, 20 maja 1990

20:43, reakcja , 1990
Link Komentarze (1) »
środa, 21 czerwca 2006
Stefan Kosiewski: Zrobić swoje - pokonać przeszłość. Katolicki Tygodnik Społeczny "ŁAD" Nr 10(388) Warszawa 8 marca 1992

piątek, 09 czerwca 2006
Stefan Kosiewski: O metodach zniewalania. Katolicki Tygodnik Społeczny "ŁAD" Nr 5(383) Warszawa 2 lutego 1992

Katolicki Tygodnik Społeczny "ŁAD" Nr 5(383) Warszawa 2 lutego 1992, s.4.

+

W okolicach historycznego przechodzenia z komunistami na "ty" w podwarszawskiej Magdalence, opozycyjnemu publicyście  i politykowi pozwolono zajrzeć w akta Służby Bezpieczeństwa dotyczące jego osoby. Polityk skorzystał z okazji i obejrzał swoje akta, tak jak ogląda sią głodomora, jajo kangura, a może kukułki; konfrontacja z zapisem działania aparatu totalitarnej władzy, mimo upływu od tamtego czasu kilkudziesięciu miesiący, nie została przez publicystę uznana za wystarczającą sposobność i dostateczny materiał do przeprowadzenia analizy, ba - uczynienianajmniejszej refleksji na temat stosowanych przez totalitarną władzę metod i technik zniewalania umysłów.

 Jeśli ta przykra porażka intelektualna byłego opozycjonisty epoki PRL miałaby urosnąć do miary zachowań w Rzeczypospolitej Polskiej, to byłoby - krótko mówiąc - źle, bowiem korzystanie z cudzych doświadczeń, przy opisie własnej przeszłości, usprawiedliwione może być tylko przez dwie rzeczy: brak materiałów, albo brak zasadniczej odwagi intelektualnej.

 W Niemczech otwierają się archiwa Stasi; rośnie w cenie wysiłek intelektualny potrzebny przy wartościowaniu przeszłości. Poznanie zawartości tajnych dotychczas akt umożliwia nazwanie rzeczy po imieniu, wskazanie cech wartościowych przedmiotów, określenie rzeczywistych intencji i zachowań. Ciekawość ofiar, uzyskujących wreszcie szansę i prawo do zweryfikowania swoich układów zawodowych, towarzyskich i rodzinnych, spotyka się tu z ciekawością intelektualisty, nie tylko fachowca do badań stosunków społecznych. Idzie więc o coś więcej, niż problem winy albo czystego sumienia; rzecz nie w trywialnym zastąpieniu sensacją niewiedzy. I nie o przypomnienie zależności między niewiedzą a odpowiedzialnością będzie chodzić, ale o prawdę zawartą w stwierdzeniu, że społeczeństwa postkomunisytczne niezdołają uczynić kroku naprzód bez dokonania rzetelnej analizy totalitarnej przeszłości. Nie można bowiem uczyć w szkołach o formach oporu społecznego przeciw reżimowi narodowo-socjalistycznemu i zarazem okrywać milczeniem sposobów zniewalania społeczeństw przez system realnego socjalizmu.

 Tak samo więc jak jasne i czytelne dla wszystkich są znaczenia słów: "kocioł" i "łapanka", tak samo powszechnie jednoznaczne muszą stać się pojęcia określające formy, metody i techniki działania komunistycznych służb specjalnych.

 W imię praw człowieka, bezpieczeństwa obywateli i trwałości państwa prawa należy wyjaśnić, co znaczą na przykład pojęcia: "działania destrukcyjne" i "działania zastraszające" (Zersetzungs- i Verunsicherungsmassnahmen - nazywając rzecz po imieniu, za wydanym przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwa byłej NRD Słownikiem pracy polityczno-operacyjnej).

 Ten trudny, z wielu względów, obowiązek biorą obecnie na siebie pisarze niemieccy mający doświadczenie lat spądzonych w NRD. Prasa Republiki Federalnej chętnie służy łamami: tygodnik "Der Spiegel" publikuje w odcinkach obszerny artykuł Jżrgena Fuchsa o pisarzach w sieci Stasi, poeta Lutz Rathenow, wyrzucony w 1977 roku ze studiów za działalność demokratyczną, wspomina we "Frankfurter Allgemeine Zeitung" swą przeszłość i konfrontuje ją z tym, co odnalazł zanotowane przez Stasi w swoich aktach. Były agent Stasi Aleksander Anderson, alias "Sascha" albo "Peters", używający także nazwisk David Menzer i Fritz Mżller, urodzony w 1953 roku, a od 1975 związany ze Stasi zobowiązaniem do współpracy, w rozmowie dla tygodnika "Die Zeit" stwierdza: Teraz usłyszałem o metodach Stasi, które są tak nieprawdopodobne, że dziwię się, jak większość tych ludzi jeszcze żyje.

 Sprawę wiarygodności wypowiedzi "Saschy" Andersona wypada pozostawić jego byłym zwierzchnikom, prowadzącym go oficerom enerdowskiej Służby Bezpieczeństwa. Nas interesować musi druga część wypowiedzi byłego współpracownika Stasi. Nie dążąc do rozwiązania tej zagadki, która dla samych zainteresowanych, a więc ofiar Stasi, pozostanie najczęściej prawdziwą zagadką życia, wymieńmy choć kilka pozycji z listy stosowanych przez Stasi metod tej, tak zwanej, pracy polityczno-organizacjynej. W referacie wygłoszonym w 1980 roku w Gerze, na posiedzeniu Zarządu Okręgu XX Wydziału Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa byłej NRD, zauważono m.in.:

Polityczna działalność podziemia z polityczno-prawnych wzglądów nie da się często załatwić poprzez śledztwo czy aresztowanie. Stąd bierze się operacjna niezbędność stosowania przeważnie, i z coraz większą siłą,  takich metod jak:

 Verunsicherung (czyli: zastraszanie, dezorientacja).

 Kriminalisierung i Disziplinierung (tych słów nie trzeba już tłumaczyć). To znaczy, należy wyczerpać wszystkie ustawowe, państwowe i społeczne możliwości, aby ograniczyć negatywne oddziaływanie tego rodzaju osób lub kręgów osób, odizolować je i zmusić do społecznei konformistycznych zachowań.

 Teraz jeszcze ze wspomnianego Słownika pracy polityczno-operacyjnej efinicja "procesu operacyjnego" (Operativer Vorgang) i nazwanie metod zalecanych kierującemu tym procesem oficerowi Stasi:

 Proces operacyjny to ...indywidualny proces opracowania sprawy, w którym wyjaśnione ma zostać podejrzenie działań karalnych (zbrodni przeciw państwu albo operacyjnie doniosłych przestępstw kryminalnych) jednej lub wielu, znanych lub nieznanych osób. Tyle definicja bezprawia, a teraz, w kolejności, zalecane metody:

 - wszczęcie postępowania dochodzeniowego z aresztem albo bez;

- przejęcie, jako szczególna forma pozyskania do współpracy, osób będących na na bezpośrednim zleceniu tajnych służb oraz innych wobec NRD i głównych sił rewolucyjnych, wywrotowo nastawionych central, instytucji, organizacji i sił wroga;

- zastosowanie środków destrukcji;

- werbunek;

- użycie materiału operacyjnego jako materiału kompromitującego;

- zastosowanie specyficznych środków przeciw wybijającym się osobom;

- przekazanie materiałów o o czynach karalnych innym organom bezpieczeństwa;

- wprowadzenie do akcji agentów Stasi;

- zastosowanie i realizacja planów operacjynych.

 Przerwijmy to wyliczanie przypomnieniem, że oprócz metod były jeszcze i cele operacyjne i techniki siania strachu, niszczenia osobowości, eliminowania ludzi. Przyszła pora na głośne o tym mówienie.

czwartek, 01 czerwca 2006
nr. 27(405) z 5.9.1992

Donnerstag, 01. Juni 2006

pora na rybki, abo: godzina PONSowej rozy, czyli o interesach i polityce, prosto z mostu

   Stefan Kosiewski

  O tym, co jest dla Polski planowane,  ostrzegałem w KatolickimTygodniku Społecznym "Ład",  m.in. nr. 27(405) z 5.9.1992 r.    http://lad.blox.pl/2006/06/nr-27405-z-591992.html

Natomiast trzy lata później,  w 1995 r. powstał  dwunasty park narodowy w Niemczech:  Der Nationalpark Unteres Odertal jako część polsko-niemieckiego projektu mającego na celu ochronę przyrody. 

   Zaś  chodziło o to krótko mówiąc , żeby po Odrze w okolicach Szczecina nie mogły się poruszać statki klasy europejskiej (1350 ton, 80 metrów długości i 4,5 m szerokości, o zanurzeniu 2,5 m), bo jeśli w Niemczech są inne drogi wodne, a były plany ich rozbudowy, to trzeba było tylko polsko-niemieckie pogranicze zapuścić, żeby zarosło i zdziczało, a spławna rzeka żeby się zamuliła i przestała istnieć jako konkurencja dla planów, o których głośno naówczas mówiło się w Niemczech, że do Pragi w Czechach dopływać będą, po pogłębieniu Łaby, statki o zanurzeniu 2,5 metra, czyli takie jakie trzeba, żeby dopływały.

   Polski interes narodowy nie leżał i nie leży w działaniu na cudzą korzyść.  Tymczasem wszystkie rządy w Polsce od 1944 roku, a nie tylko od 1989, działają na rzecz cudzych interesów.  Mocni i bezwzględni upokarzają na tym świecie i czynią sobie powolnymi słabszych ludzi; kto dzisiaj pamięta o tym, w jaki to sposób  i po co Związek Sowiecki dokonywał na Polsce korekty powojennych granic?  A sens "polityki pojednania" realizowanej przy udziale polskich terenów  włączonych do niemieckiego Parku Narodowego w Bad Muskau?

   Realizuje się projekty i robi interesy (nie tylko narodowe)  tam, gdzie są pieniądze i ludzie, którzy pragną tych pieniędzy. W Niemczech np. wydano od 1996 roku 1,8 mln EURO  na projekt ekologiczny zasiedlania jesiotra w rzekach wpadających do Bałtyku i Morza Północnego . Do ubiegłego roku nie było  w tych rzekach ani jednego jesiotra. 25 kwietnia 2005 r. przyleciało z Kanady na lotnisko do Frankfurtu nad Menem 20 (słownie: dwadzieścia) dojrzałych sztuk. Do końca 2008 roku planuje  się jeszcze wydać 800 tys. EURO na popieranie wodnych drapieżników,  w rejonie Dolnej Odry. 

   Po stronie niemieckiej niepotrzebnie  puszczają ostatnio nerwy i zgłaszane są obawy, ujawniane irytacje: nowy polski minister nie jest znowu aż taki młody, żeby nie kumał w czym rzecz: dobrze jest,  jak ryba bierze.  I jak jeszcze przy tym jest.

Stefan Kosiewski

Frankfurt nad Menem, 1 czerwca 2006                                                                                                    

czwartek, 01 czerwca 2006

Katolicki Tygodnik Spłeczny "ŁAD" nr. 27(405) z 5.9.1992

Plan Stolpego

 Nowy rozkład jazdy pociągów, który obowiązuje od 1 czerwca do 26 września, przynosi interesujące rozszerzenie połączeń pasażerskich między Polską a Niemcami: para pociągów pospiesznych w każdy piątek i sobotę przejeżdżać będzie przez Kostrzyń na trasie z berlina-Lichtenbergu do Gorzowa. Także kursujące dotychczas rano i wieczorem - na trasie z Forst do Tuplic przez Zasieki - pociągi służbowe zostaną włączone do komunikacji publicznej.

Współprca w regionach nadgranicznych, poza rozwojem komunikacji i łączności, budową drug i autostrad, poprawieniem spławności rzek i kanałów, połączonym z troską o czystość ich wód (a wieęc i budową nowoczesnych oczyszczalni) obejmować musi także wymianę naukową i techniczną, dziedzinę kultury, handel, przemysł itd. Liczba zadań warunkowana jest zawsze istniejącymi aktualnie możliwościami. Dlatego też plany w zakresie współpracy regionalnej nie mogą przypominać precyzją rozkładu jazdy pociągów. Nie mają też nigdy jednego, lecz zawsze dużo więcej autorów. Toteż wydaje się, że nie tyle powinny być łączone z nazwiskiem jakiegoś polityka, co raczej z szansami mieskańców tych regionów.

Plan Manfreda Stople, prezydenta konsystorza ewangelickiego Kościoła Berlina-Brandenburgii, a obecnie premiera Brandenburgii, zrodził się w 1959 roku z założenia, że państwo SED można przechytrzyć jego własnymi metodami, od 1959 do jesieni 1989, a więc w ciągu 30 lat, Manfred Stolpe spotykał się z oficerami Stasi w konspiracyjnych lokalach - jak sam obliczył - ponad tysiąc razy. Celem tych spotkań - zdaniem ewangelickiego jurysty, a od czerwca 1990 roku socjaldemokratycznego polityka - miało być doprowadzenie do zmian w ateistycznym systemie państwowym, w kierunku humanizmu i tolerancji. Zmiany komunistycznego systemu na inny, lepszy, bardziej odpowiadający wyobrażeniu królestwa sprawiedliwości, miłości i wolności - Manfred Stolpe w swoim planie nie przewidział. Praktyczny rozum, w jego osobie, wziął górę nad refleksją teologa: totalitarne rozumienie polityki doprowadziło do absolutyzacji wartości siły, wolność została unicestwiona, z ateistycznym systemem chrześcijanin mógł tylko pragnąć jakoś się urządzić.

Manfred Stolpe podjął się realizacji swego planu - zgodnie z tym, co wyznał na łamach tygonika "Der Spiegel" - w porozumieniu z dziewiącioma innymi ludźmi Kościoła ewangelickiego: teologami, jurystami i osobami świeckimi. Ludzie tacy jak on "przygotowali i zamortyzowali" wyjście innych ludzi na ulicę - wyjawił w styczniu 1002 roku Stolpe, myśląc o tzw. pokojoej rewolucji w NRD z jesieni 1989. Nazwisk dziewięciu innych spiskowców, czynnych aktywnie przy realizacji planu Stolpego, "przechytrzających" wspólnie z nim Stasi i aparat pażstwowy byłej NRD, premier Brandenburgii nie chce ujawnić bez zgody samych zainteresowanych. Kontakty ze Stasi przyniosły nauczkę: konspiracja obowiązuje, jeśli chce się działać w czyimś imieniu, nie prosząc go wcześniej o zgodę.

Tymczasem mówi się już nie o pojedynczych przypadkach, lecz o liczbie dwóch czy nawet trzech tysięcy współpracowników Stasi wśród ludzi Kościoła ewangelickiego w byłej NRD. Ujawniane - głównie przez dziennikarzy - nazwiska, akta i twarze zakłopotanych pastorów są, poza wszystkicm, egzemplifikacją, dowodem tego, żeże szaf Stasi Erich Mielke umiał znaleźć - w warunkach NRD - praktyczną odpowiedź na pytanie Stalina o liczbę dywizji, którymi dysponuje papież. Mowa o Kościele ewangelickim, katolicy bowiem w byłej NRD stanowili nieliczną mniejszość. Toteż dlatego biskup Drezna-Miścni Joachim Reinelt poinfprmowany został przez miejscowy oddział urzędu Gaucka, zarządzającego aktami Stasi, zaledwie o 11 agentach enerdowskiej ubecji, odkrytych wśród jego współpracowników przy przeglądaniu teczek z aktami. Biskup Reinelt wystąpił z wnioskiem o dokładne informacje  i zapewne je dostanie. Tak samo jak każdy inny pracodawca stosujący się do obowiązującej od 1 stycznia br. ustawy regulującej sposób postępowania ze spuścizną Stasi. Decyzję, co zrobić z otrzymanym fantem będzie musiał podjąć każdy sam, zdany nie tylko na łaskę Bożą.

O wiele łatwiej miał na przykład rektor jednego ze wschodnioniemieckich uniwersytetów (kanclerz - jak to się tutaj mówi), który poinformowany o osiemnastu agentach Stasi wśród pracowników uniwersytetu - wysłał pocztą do każdego z nich zawiadomienie o istnieniu podejrzenia, połączone z ostrzeżeniem, że po sprawdzeniu posiadanej informacji kanclerz będzie zmuszony odpowiednio zareagować. zanim Jego Magnificencji wytłumaczono, że jego postępowanie niezgodne jest z obowiązującą umową zbiorową o pracę, piętnastu adresatów litu postanowiło nie czekać na sprawdzenie podejrzeń.

 Nauczone rzetelności w służbie tajne dywizje Ericha Mielkego, autorzy raportów spod ambony i z plebanii, sparwozdań z odprawionych mszy i spotkań (na przykład pacyfistycznych grup młodzieży), mieli uzasadnione prawo oczekiwać od prowadzących ich oficerów również rzetelności.

Skoro współpraca ze Stasi opierać miała się z ich strony na przeświadczeniu o wszechmocy Firmy, to zupełnie naturalne, że byli agenci spodziewali się, że ich akta zostały zniszczone i że pozostaną zakonspirowani.

Stało się jednak inaczej, niż mogli oczekiwać, i dziś nie wiadomo jeszcze, czemu należy to przypisać: brakowi czasu potrzebnego do zniszczenia teczek z aktami zalegającymi ciągnące się kilometzrami półki w archiwach, a więc tak zwanymi - trudnościami technicznymi? A może "niefrasobliwość" oficerów wynikała z planów operacyjnych państwa SED w stosunku do obu Kościołów?

 Jest pora siania i pora zbierania plonów. I, jak wiadomo, nie ten zbiera, kto sieje. Jak w stosunku do tychże mądrości objawionych ma się plan Stolpego? Dla wielu Niemców pozostaje to wciąż zagadką.

P.S.

Zupełnie niesłusznie pojęciem "planu Stolpego" określany jest w Polsce pomysł stworzenia na odcinku dolnej Odry, między Cedynią a Szczecinem, parku krajobrazowo-turystycznego, z licznymi rezerwatami przyrody. O parku narodowym "Untere Oder" w Niemczech mówi się od 1989 roku; w kwietniu 1990 Niemiecka Fundacja Popierania Kultury przyznała nagrodę w wysokości 100 tys. marek za opracowanie planu tegoż parku. Nagrodzonymi autorami planu byli: polski biolog prof. Mieczysław Jasnowski i niemiecki profesor Michael Succow, sekretarz stanu do spraw ochrony przyrody w ostatnich rządach NRD premierów Hansa Modrowa i Lothara de Maizierer'a. Stolpe zapisał się do SPD dopiero w czerwcu 1990.

 Niesłusznie także plan stworzenia parku pod Szczecinem łączony jest z szansą zwiększenia w tym rejonie polskcih możliwości gospodarczych: rozbudowa Odry do drogi wodnej odpowiedniej dla statków klasy europejskiej (1350 ton, 80 m długości, 4,5 m szerokości, o zanurzeniu 2,5 m) wyklucza zamianę zdziczałych terenów przygranicznych w rezerwaty.

 W Niemczech planuje się, że po pogłębieniu Łaby statki o zanurzeniu 2,5 m dpływać będą do Pragi.

 Stefan Kosiewski

Katolicki Tygodnik Społeczny "Ład". Nr 27(405). Warszawa 5 lipca 1992

http://sowa.beeplog.de/17379_124097.htm 

sobota, 06 maja 2006
przerwa śniadaniowa - eine Pause, Mahlzeit

     

 

czwartek, 02 czerwca 2005
nr. 50, 13.12.1992

  

czwartek, 28 kwietnia 2005
7.7.1991 Pewność Czarnobyla

 
1 , 2
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
GAZETA POLSKA - Frankfurt
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND